Robert Smith. The Cure – recenzja

Robert Smith. The Cure - Richard Carman

Tytuł: Robert Smith. The Cure

Autor: Richard Carman

Wydawca: Anakonda

Data wydania polskiego: marzec 2013

Stron: 242

Tytuł oryginału: Robert Smith: The Cure and Wishful Thinking

Tłumaczenie: Anna Czyżewska

 

Robert Smith to urodzony w Anglii muzyk rockowy, założyciel i lider grupy The Cure. Kapeli, która prawdopodobnie zmieniała swój skład tak często jak często ludzie inteligentni zmuszani są do picia alkoholu (by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami).

 

Ktoś jeszcze nie słyszał o The Cure, albo chociażby o piosence Friday I’m In Love? Jestem pewna, że mogłabym policzyć Was na palcach jednej ręki. Ale gdybym zapytała o gatunek muzyczny do jakiego należą, wiem że otrzymałabym tak dużo odpowiedzi, jak samych odpowiadających. Oto dowód, taką klasyfikację muzyki The Cure można znaleźć w internecie:

 

Charakter muzyki zespołu początkowo opierał się na założeniach punk rocka, lecz z biegiem czasu grupa wykształciła swój własny, indywidualny styl. Obecnie muzyka The Cure uważana jest za rock alternatywny, natomiast grupa stanowi jeden z najważniejszych zespołów tworzących tzw. „nową falę” i „zimną falę”; również reprezentuje sobą post punk, rock gotycki, alternatywny pop i synthpop; rzadziej uważa się ją też w pewnym stopniu za rock progresywny.

 

Richard Carman, przede wszystkim oddany fan The Cure, podarował nam w tych 240 stronach, skróconą wersję 40stu lat z życia Roberta. Przeczytamy tutaj o tym gdzie i kiedy się urodził, kilka słów o jego rodzicach i rodzeństwie, a także o Mary Poole, którą poznał w wieku 13stu lat i nadal są razem. O tym, że muzyka zaczęła wkraczać we wczesne życie Roberta za sprawą nikogo innego, jak jego starszego rodzeństwa (tak samo było u wielu z nas!). Dowiemy się również o jego muzycznych ulubieńcach jak David Bowie (i jak wielkiego zaszczytu Smith doświadczył, kiedy Bowie zadzwonił do niego z pewnym interesującym zaproszeniem) czy Jimi Hendrix. O projektach muzycznych, w których brał udział, zarówno z czasów przed powstaniem The Cure, jak i po – a uwierzcie, że było ich tak wiele, że ciężko jest wyobrazić sobie, iż jeden człowiek jest w stanie robić tyle rzeczy naraz. Z niezachwianą pewnością twierdzę, że jest tutaj całe mnóstwo ciekawych informacji.

 

Robert to również wspaniały instrumentalista i tekściarz, z bardzo delikatną i artystyczną duszą, dlatego autor dodatkowo postanowił nas uraczyć swoją analizą każdej płyty, piosenki, czy teledysku. W środku książki znajdziemy trochę kolorowych zdjęć, a końcu mamy dodatek w postaci spisu całej dyskografii.

 

Pierwszy raz w życiu nie mam zielonego pojęcia jak sformułować moją opinię… Jako całość jest dla mnie dobra, ale to chyba wystarczające określenie. Multum informacji o Robercie i The Cure, bo przecież to on ich definiuje, więc spodziewałam się, że więcej tu będzie tematów związanych z zespołem niż z samym Smithem i się nie pomyliłam. Nie przeszkadzało mi to i uważam to za plus, ponieważ poznałam chronologię wydarzeń w życiu Roberta w odniesieniu do jego działalności w zespole. Bardzo podobały mi się szczegóły takie jak stare setlisty -niewątpliwa gratka dla każdego fana! Oprócz naszego tytułowego zespołu jest również bardzo dużo informacji o innych artystach (czuję się bogatsza w wiedzę muzyczną z zakresu lat 70-80-90!), ale przez takie wstawki autor czasami za bardzo odbiegał od tematu, o którym powinien pisać… Czułam się wręcz zirytowana, kiedy Carman rozpisywał się na kilka stron na temat gotyku, żeby na końcu stwierdzić, że The Cure gotycki nie jest, jak uważa wiele osób. Czasami łapałam się na tym, że nieco zagubiłam się w tym o czym czytam. Następnym razem proszę mniej takiego ględzenia i będzie o niebo lepiej. Jest również kilka literówek, na które przymykam oko, bo jesteśmy tylko ludźmi i to może zdarzyć się każdemu. Jak zwykle w serii Gwiazdy Sceny, mamy do czynienia z bardzo ładnym wydaniem w twardej oprawie i dobrej jakości papierem, dodatkowo bardzo podoba mi się zdjęcie z okładki, więc ktokolwiek je wybierał – ma na prawdę dobry gust ;).

 

Polecam szczególnie fanom The Cure i muzyki z lat, kiedy oni robili na świecie największą karierę, ale także tym, który dopiero poznali zespół i chcą się dowiedzieć więcej niż mogą wyczytać na jakiś przypadkowych stronach internetowych – prawdopodobnie wy ją najbardziej docenicie. Lektura historii życia Roberta na pewno głęboko wciągnie niejedną osobę, ponieważ jest on wielobarwną postacią i powiedziałabym, że wyjątkowo nietypową, którą bez wątpienia warto poznać nawet jeśli nie jesteś zagorzałym miłośnikiem jego muzyki. Mnie ta pozycja wciągnęła, tak samo jak ich muzyka, ale ocena byłaby wyższa, gdyby autor tak często nie zbaczał z toru.

 

Moja ocena:

6/10

 

Marta.